poniedziałek, 27 czerwca 2011

[email protected]ów, 3-4.06

Miesiąc zaczęliśmy w Krakowie, gdzie Selector otworzył z hukiem sezon festiwalowy. Narzekaliśmy nieco na line-up, ale sądząc po tłumie, na oko, 17-latków, Alter Art dał im to, czego chcieli. A nam dał cudowny prezent w postaci Does It Offend You, Yeah?.



Miłe to uczucie – przyjść na festiwal i już po 10 minutach wiedzieć, że było warto. Pełen elektronicznie podkręconej punkowej energii koncert to zdecydowanie najlepszy punkt całego krakowskiego eventu – co nie znaczy, że inne były złe. Chociaż w przypadku Crystal Castles wystarczy zobaczyć ich raz i darować sobie kolejne koncerty (wszystkie oparte są na tych samych, mocno już ogranych patentach), ale już Klaxons znowu podnieśli poprzeczkę – szczególnie samym sobie. Za każdym razem, gdy ich widzimy, są jeszcze lepsi! Następnego dnia załapaliśmy się też na The Orb – akurat w momencie, gdy zaczynająca grać w sąsiednim namiocie Katy B ukradła im całą publiczność.



Przykry to był widok, zwłaszcza że „księżniczką sceny dub-step/funky” Katy B zupełnie nie zrobiła na nas wrażenia, choć większości publiczności jej taneczne przeboje nie pozwalały ustać w miejscu.

Energetyzującą bombą i niekwestionowanym numerem jeden drugiego dnia był występ Hercules and Love Affair.



Wskrzesiciele epoki disco od pierwszych chwil porwali tłum do szalonej zabawy. Trzeba przyznać, że Andy Butler ma nadal niezawodną rękę/ucho do wokalistek/wokalistów. Tak jak na pierwszej płycie obdarzona mocnym głosem Naomi zrobiła ogromne wrażenie na samym Antonym Hegartym, tak i tym razem nowy wokalista swoim głosem i charyzmą zdominował koncert. Muzyczna ekstaza!

Należy też wspomnieć o headlinerce festiwalu – ten szczytny tytuł przypadł La Roux. Czy wywiązała się z powierzonego jej zadania? Tutaj zdania zapewne będą podzielone.



Jedni stwierdzą, że to właśnie „Bulletproof” czy „Quicksand” pozostaną hymnem tegorocznej edycji, a drudzy, że panna Elly Jackson to piskliwa chłopczyca nie do końca radząca sobie w roli gospodarza programu. Dla nas zdecydowanie brzmi lepiej w wersji cyfrowej i niech tak pozostanie.
[tekst: Gruszkiewicz, Wiechnik; foto: T. Kamiński]