czwartek, 8 października 2009

Client w Hard Rock Cafe, 6 października, Warszawa



Po punkowo-pornograficznej Peaches, która przyprawiła nas o zawrót głowy w zeszły piątek, przyszedł czas na zimne jak sopel lodu dziewczyny z Clienta. Koncert odbył się w Hard Rock Cafe, więc jak zwykle zastanawialiśmy się, czy 60-letni pan w kraciastej koszuli, który z zaciekawieniem obserwował koncert z antresoli, musiał zapłacić 65 zł za bilet tak samo jak my, czy dostał występ Clienta gratis do zamówionego hamburgera.



Na szczęście Klientki potrafią zaczarować każde miejsce. Idealnie umalowane i uczesane, w takich samych sukienkach, przywodzących na myśl stroje jakichś linii lotniczych, rytmicznie kołysały się w rytm muzyki i w ten sposób skutecznie zahipnotyzowały publiczność, która od początku jadła im z ręki. Zespół przyjechał do Polski promować swoja najnowszą płytę „Command”, więc większość utworów pochodziła właśnie z niej. Mieliśmy wrażenie, że publiczność była słabo zaznajomiona z tym wydawnictwem, w dodatku ze względu na słabą akustykę lokalu lub spokojną formułę samych utworów nikt jakoś nie był skłonny do szaleństw pod sceną. Wszyscy wyraźnie czekali na bardziej przebojowe utwory z poprzednich płyt. Klientki zagrały wprawdzie „Radio”, ale z lekka przearanżowane, a na bis zaserwowały „Pornography”, podczas którego pojawił się jakiś problem z komputerem, w związku z czym utwór został odśpiewany a capella. Publiczność zdecydowała się na coś więcej niż rytmiczne przytupywanie nogą dopiero przy „Rock'n'Roll Machine”, ale wtedy okazało się, że Klientki schodzą właśnie ze sceny. Dlaczego tak krótko, cicho i wolno? Po tym koncercie chce się powiedzieć raczej nie: „Client: Saticfaction guaranteed” tylko „Client: I can't get no satisfaction”. [tekst: ula foto: Hubert Worobiej]

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza